fiolet...fiolecik...
kiedyś uwielbiałam ten kolor, teraz powoli przekonuję się do innych barw, ale do fioletu zawsze i wciąż będę miała sentyment :-) próbuję do fioletu namówić moje uparte dziecko, ale na razie jesteśmy w fazie różu, o czym już pisałam we wcześniejszych postach ;-) szkoda, bo w fiolecie każdemu do twarzy i blondynkom i szatynkom, brunetkom a zwłaszcza rudzielcom :-)
mam duży zapas fioletowego materiału, więc podczas mojego przymusowego wolnego, zrobiłam kilka fioletowych kwiatów...mniejszych i większych...z koralikami i bez...
głównie z myślą o stworzeniu z nich kwiatowych opasek...
ach, kusi mnie ten fiolet...przez ostatnie dwa tygodnie przygotowywałam szarfę ślubną ozdobioną kwiatami i tak sobie teraz pomyślałam, że fiolet byłby fajnym dodatkiem ślubnym :-) pomyślę i przygotuję jakąś ozdobę w ślubnym klimacie...zobaczymy co z tego wyjdzie :-)
jutro ostatni dzień zapisów na moje candy :-)
tak się tylko nieśmiało przypominam...


































